Cześć! Dzisiaj
przychodzę do Was z Tagiem na temat rzeczy, które przyprawiają mnie o dreszcze.
Generalnie jestem typem człowieka, który boi się własnego cienia, więc tych
punktów jest na pewno więcej niż 10, ale wymienię te, które obecnie przychodzą
mi do głowy. Z góry uprzedzam, że post będzie długi, więc proponuję wziąć coś
dobrego do picia, zaopatrzyć się w przekąski, usiąść wygodnie i zagospodarować
trochę czasu na czytanie :). Zaczynamy!
10.Landrynki. Wiem, brzmi to dosyć dziwnie. Większość osób prawdopodobnie bardzo lubi
słodkości oraz smakołyki i uwierzcie, że ja również jestem wielkim łasuchem.
Jednak landrynki czy różnego rodzaju „twarde” cukierki, nie kojarzą mi się zbyt
dobrze. Jako mała dziewczynka bardzo lubiłam tego typu rzeczy. Aż do dnia,
kiedy jedna landrynka mogła sprawić, że udławiłabym się i po prostu umarłabym.
Dzięki mojej mamie przeżyłam i mimo że dzisiaj nie boję się zjeść takiego
cukierka to bardzo „uważnie” go jem, jakkolwiek to nie brzmi :).
9.Iluzjoniści. Nie mam tutaj na myśli zwykłych sztuczek karcianych, prostych iluzji, takich
„pospolitych” pokazów magii. Mówię tu głównie o Dynamo, bo to chyba jedyny
iluzjonista, którego oglądam na bieżąco i każda jego sztuczka zapiera dech w
piersiach, wszystko jest dopracowane. Mimo że ludzie odkrywają sekrety
niektórych jego sztuczek to i tak nie potrafią zrobić ich tak wspaniale jak
robi je on. Sztuczka to nie tylko techniczne sprawy, to też rozmowa, odpowiedni
dobór słów, charyzma, pewność siebie. Poza tym te najwspanialsze z iluzji (chodzenie
po wodzie, podnoszenie ludzi, przenikanie przez szybę, znikanie, czytanie w
myślach) nadal owiane są tajemnicą i to one powodują u mnie dreszcz. Zawsze pod
koniec odcinka Dynamo wykonuje popisowy numer, coś, czego autentycznie się
boję. Za każdym razem pod koniec mam gęsią skórkę i nie jest to przenośnia, a fakt.
Z jednej strony go podziwiam, bo znam jego historię, wiem, dlaczego zajął się
magią. Jego program to coś więcej niż same sztuczki - opowiada tam o sobie,
swoich wspomnieniach, jest całkowicie szczery w tym, co robi. Ale z drugiej
strony po prostu się go boję. To, co jest nam obce często wywołuje lęk,
niepewność i tak też jest w tym przypadku. Jeśli nigdy nie mieliście z nim
styczności to polecam obejrzeć jeden z jego odcinków, a przekonacie się, co mam
na myśli.
8.Ciemność. Ten lęk był chyba najsilniejszy, kiedy byłam
małą dziewczynką - lubiłam wtedy spać przy lampce, bałam się „potworów
ciemności”, strachów spod łóżka i innych wymysłów dziecięcej wyobraźni. Teraz
mogę nawet stwierdzić, że lubię ciemność, jednak, kiedy obejrzę coś strasznego,
ktoś zasieje we mnie jakąś niepewność i dodam do tego brak światła, po prostu
się boję.
7.Zmiany. To
jest trochę skomplikowane. Na początku bardzo chcę coś zmienić, myślę, że to
będzie coś doskonałego, ale po jakimś czasie stwierdzam, że boję się efektu,
nie wiem, co mnie spotka itd. Tak jest również teraz, ponieważ po wakacjach idę
do pierwszej klasy gimnazjum – wcześniej cieszyłam się, że nareszcie coś się
zmieni, przez pierwsze miesiące na pewno będzie to coś nowego, jakaś fajna
przygoda. A teraz? Sama już nie wiem. Z jednej strony chcę tam iść, ale z
drugiej nie wiem, co mnie spotka.
6.Klaunowie(?). Myślę, że z tym problem ma sporo osób. Są po prostu przerażający. Tak samo jak
joker czy błazen, klaun jest trochę dziwny, mogłabym powiedzieć psychiczny… Co
dziwne, wcześniej nie miałam z tym problemu, ale kiedy przyjaciółka pokazała mi
kilka filmów w Internecie, gdzie człowiek przebrany za klauna straszy ludzi,
udaje, że zabija innych, chce coś podpalić (oczywiście wszystko na niby, ale to
i tak budzi niechęć), mój strach do klaunów się poszerzył.
5.Burza. Kiedy
mieszkałam jeszcze w bloku, gdzie był zamontowany piorunochron, burza nie była
dla mnie czymś strasznym, wiedziałam, że jestem bezpieczna i nic mi się nie
stanie. Natomiast, gdy przeprowadziłam się do domu, gdzie nie ma piorunochronu
nie czuję się dobrze podczas burzy. Kiedy słyszę grzmoty gdzieś daleko to nie
ma jeszcze w tym nic strasznego, ale jeśli trzaski są bardzo głośne i czuję, że
piorun mógłby uderzyć w mój dom, robi mi się niedobrze.
4.Brak prądu, kiedy na dworze jest już ciemno, a jestem sama w domu. W takich
sytuacjach czuję się po prostu potwornie. I pal sześć, jeśli nie jest tak
ciemno, żeby włączać światło, ale jeśli siedzę sama w pokoju, niebo jest po
prostu czarne i nagle wyłącza mi się lampka – to trochę jak scena ze strasznego
filmu. W horrorach zazwyczaj po czymś takim dzieje się coś strasznego. Pamiętam
dokładnie sytuację, kiedy miałam około dziewięciu lat, nagle wyłączyło się
światło, byłam wtedy w kuchni. Dosłownie nie mogłam się ruszyć z miejsca,
siedziałam jak sparaliżowana na krześle. I wtedy zadzwonił telefon. O rany,
każdy, kto miał kiedyś taką sytuację, wie, o czym mówię – bałam się odebrać,
ba, w ogóle spojrzeć, kto dzwonił. Kiedy telefon zamilkł, jak najszybciej
zadzwoniłam do taty i rozmawiałam z nim tak długo aż nie włączyli prądu. Teraz
się z tego śmieję, ale nigdy nie zapomnę tej historii.
3.Wieczór, pusta ulica, a ja sama idę do domu. Tak jest najczęściej w okresie
jesienno-zimowym, kiedy kończę później lekcje. Tam, gdzie mieszkam, muszę
wrócić autobusem, więc teoretycznie wszyscy myślą, że ten problem mnie nie
dotyczy. Nic bardziej mylnego. Wysiadam z autobusu i wokół wszystko jest
oświetlone, chodzi tutaj bardzo dużo ludzi. Ale kiedy idę dalej, zbliżając się
powoli do domu, wkraczam w uliczkę, gdzie jestem praktycznie sama. Dlatego
każdy człowiek, którego zauważę wzbudza moje podejrzenia. Co chwila odwracam
głowę, jest mi gorąco, czasami zaczynam biec, panikuję. Dlatego ten punkt jest
u mnie na podium pod względem sytuacji, których się boję.
2.Horrory. Wiem,
że może się to wydawać logiczne, bo horror jest po to, aby się właśnie bać, ale
ja naprawdę nie znoszę horrorów. Oczywiście, kiedy jestem w gronie znajomych
czy razem z przyjaciółką to możemy obejrzeć horror, żeby potem się wspólnie
pocieszać i śmiać się z tego jak się boimy. Ale generalnie bardzo nie lubię
takich filmów, po prostu mnie obrzydzają i najzwyczajniej w świecie się ich
boję.
1.Pająki, osy, pszczoły, bąki, komary, kleszcze… itd. Nieraz przez nie płakałam,
piszczałam, było mi gorąco, uciekałam, panikowałam, raz nawet spałam na kanapie
w salonie… Po prostu nie znoszę takich owadów (oczywiście nie wszystkich, ale
większości). Jest tyle historii związanych z nimi, że nie wiem, na którą się
właściwie zdecydować i najlepiej nie napiszę nic – po prostu to na pewno numer
jeden na mojej liście i nic tego nie zmieni.
To już
wszystkie 10 rzeczy, których się boję. Mam nadzieję, że post Wam się spodobał i
zainspiruje Was do napisania podobnego na swoim blogu. Dziękuję bardzo tym, którzy przeczytali wszystko od początku do końca,
bo wiem, że artykuł nie należał do najkrótszych!
Podobał
Wam się post? Myślicie, że był za długi? Czy Wasza lista wyglądałaby podobnie?
Zachęcam
do pisania komentarzy, bo to bardzo motywuje!